2006/03/03

subiektywnie

Napisz cos, dodaj cos, fajne filozoficzne kawalki. A wszystko to slowa, slowa. Pozwalaja sie komunikowac ale jednoczesnie ograniczaja ta komunikacje. Odzieraja mysli z tajemnicy, piekna, unikalnosci doznania. Ograniczaja nieskonczone wartosci do kilku skonczonych znakow - liter lub dzwiekow.

Mysl potrzebuje jezyka poslusznie mu sie poddajac, a jednoczesnie jest ponad nim. Byty istniejace w naszych umyslach postrzegamy tylko po czesci, intuicyjnie wyczuwamy ich obecnosc, nie potrafimy ich jednak nazwac. Raz nazwane traca caly swoj urok i patos. Bo to co mozna opisac niedoskonalym jezykiem, czy moze byc doskonale? Do tej pory wyczuwane intuicyjnie zdawaly sie byc wyjatkowe, wielkie, przerastajace nas samych. Pochodzace od Stworcy?

Przelewajac mysl na papier bolesnie uswiadamiasz sobie, ze wcale nie byla taka niepowtarzalna. Razem z nia uswiadamiasz sobie swoja wlasna slabosc. Miedzy innymi dlatego kiedy niepowolane osoby czytaja twoje listy wzbudza to w tobie bardzo niekomfortowe uczucie leku, wstydu...

Piszac ten tekst przekazalem niewielka czesc tego co we mnie, ty przeczytawszy go zrozumiale(a)s tylko czesc. Bo to tylko fragment, ktorego calosc nie jest suma czesci. I nie chodzi o pyche ale o unikalnosc doswiadczenia.

2005/10/14

przelamac niezrozumienie

Pisanie to bardzo problematyczne zagadnienie. Z jednej strony jest potrzeba realizacji samego siebie, a z drugiej zaspokojenia pragnien czytelnika. Co ciekawe, zaspokajając te pierwsza zawsze sie mysli o tej drugiej. Co będzie jak mnie nie zrozumie? Co beda o mnie myslec znajomi? Przeciez w ten sposob zagladaja do moich mysli - ostoji mojej prywatnosci i prawdziwej wolnosci...

Ale mimo wszystko pisze, pisze bo kocham, pisze bo chce byc... bo niechce byc samotny.

Samotnosc rodzi sie z braku zrozumienia, niezrozumienie napedza. Mozesz udawac, ze jestes ponad nim, mozesz twierdzic ze nic cie nie obchodzi czy jestes rozumiany. Ale nadchodzi dzien, gdy z calym towarzyszacym bolem uswiadamiasz sobie, ze twoja wynioslosc jest tylko poza za ktora kryje sie jednostka szukajaca milosci jak kazdy inny. I zaczynasz szukac sposobu na przezwyciezenie samego siebie.

Zaczynasz szukac swojego medium, w ktorym zakomunikujesz te bolesna dla ciebie prawde, zaczynasz pisac. Ale pisanie nie jest latwe, brak w nim precyzji, wiec musisz szukac coraz doskonalszych i coraz bardziej precyzyjnych srodkow wyrazu. Musisz budowac swoj warsztat i szukac ciagle na nowo swojego stylu, bo nie jestes statyczny. Twoje poglady i emocje zmieniaja sie z kazdym dniem lub chwila, to co jest pieknem odrzucasz jako kicz, a pozornie powszednie sprawy staja sie tak niepowtarzalne, ze chcesz je utrwalic. Bo jesli nie mozesz przekazac samego siebie to dlaczego nie swoje otoczenie?

2005/09/21

w sieci

Internet sluzy mi w wielu sprawach, nie jest to zaskoczeniem, ze mam konto w banku internetowym, kupuje na aukcjach, z rodzicami dzieci mojej klasy kontaktuje sie via e-mail. Ale ostatnio siec spelnia jescze jedna, bardzo istotna role - jest miejscem gdzie daje upust swojej tesknocie...

Moze i jestem nostalgiczny, ale kiedy mysle, ze moja narzeczona jest tak daleko zbiera sie we mnie ogromny ladunek emocjonalny. Musze jakos go rozladowac. W tym momencie pierwsza i latwiejsza droga jest rozpacz. Jest pokusa, zeby dac sie jej poniesc, calkowicie sie zatracic i stac sie kontemplujacym samego siebie egocentrykiem, ktorego nikt (przynajmniej we wlasnym odczuciu) nie rozumie. Traci Werterem?

Jest tez i druga droga. Rozpacz, ktora powoduje, ze czlowiek rzuca sie na zadania do tej pory pojmowane jako niewykonalne! Niczym wojownicy, scigani przez przytlaczajaca armie, przyparci do muru z rykiem i wsciekloscia przedzierajacy sie, na przekor wszystkim przeciwnosciom, na przekor zdrowemu rozsadkowi i logice, przez szeregi wroga.

Moje emocje opublikowalem w internecie stwarzajac strone - co prawda uboga, ale odpowiadajaca mojej wiedzy z zakresu tworzenia www - poswiecona mojej narzeczonej. Tworzac przezywam na nowo wszystkie emocje i uczucia, ktore wywoluje jej obecnosc przy mnie. Widze jej usmiechnieta twarz kiedy otwiera mi drzwi do domu, widze lzy plynace po policzku kiedy nie dotrzymalem slowa, czuje jak sie do mnie smutna przytula bo wie, ze musi wyjechac, lub jak rzuca mi sie na szyje po zdanym egzaminie na prawo jazdy. Ta prosta strona jest anamneza wszystkiego czym dla mnie jest Basia, jest nieustannym przypominaniem.

Wiec internet, nie wykraczajac poza swoja instrumentalna funkcje, staje sie lekarstwem na szalenstwo. Bo gdybym nie wyrzucil z siebie tego wszystkiego to moglbym zwariowac.

2005/09/18

zadziwienie

Pisanie zawsze sprawialo mi sporo przyjemnosci, dawalo szanse na poukladanie w sobie wszystkich bodzcow emocjonalnych i myslowych, na zorganizowanie ich i zbudowanie systemu myslowego. De facto, piszac tworze wlasna filozofie.

W klasie maturalnej napisalem sporo listow, ktore mialy trojaki skutek:
a) wytworzyly wiez emocjonalna miedzy mna, a najwazniejsza kobieta mojego zycia;
b) zorganizowaly moj swiatopoglad;
c) byly laboratorium mojego stylu pisania;
Dzieki temu zdalem mature, rozbudzilem w sobie pasje i zareczylem sie z adresatka moich listownych westchnien.

Teraz juz nie pisze listow, ale nadal nosze w sobie ta sama chec przelania siebie na papier. Ale czasy sie zmieniaja i zamiast celulozy wykorzystuje ten blog. Maszyna staje sie odzwierciedleniem czlowieka...

wielkie otwarcie

Blog ten bedzie poswiecony zarowno moim wspomnieniom o ludziach ktorzy wplyneli na mnie i moje postrzegania swiata, jak i moim wizjom myslowym. Zwlaszcza o kobiecie, ktora kocham niezmiernie... choc nie zawsze pojawia sie tu materialnie to kazdy post jest dla niej i przez nia.




Wszystkich czytelnikow przepraszam za brak polskich czcionek, niestety ten blog ich nie obsluguje, wiec aby uniknac irytacji z przebiegania po gaszczu kwadracikow, procentow i gwiazdek, nie uzywam ich (tj. polskich ogonkow). Sadze ze nie wplynie to na trudnosci ze zrozumieniem...